Nie powstał wtedy, bo musiałam wyjechać w ferie z dziećmi.
Mąż miał pojechać, urlopu nie dostał - albumu nawet nie zaczęłam...
Potem zginęły mi zdjęcia...
Czasu brakowało...
Zima długo trzymała...
Nic się nie chciało...
Drugie zdjęcia wyszły paskudnie.
Nie. Paskudnie to za słabo powiedziane...
Były OKROPNE! Te ze slajdów wyszły nieostre, zabrudzone, z paprochami.
Nie miałam już czasu na reklamację, bo 4 marca zbliżał się jakoś nadzwyczaj szybko...
Zebrałam się wreszcie sama w sobie i wzięłam do roboty.
I co? Mąż wziął sobie tydzień urlopu przed Ważną Datą, żeby być z nami...
Nie zdążyłam. Jest w połowie zrobiony. I tyle pokażę. Nic więcej.
Zdjęcia beznadziejne. Takie jak i humor (miała być wiosna...).
Zostawiam Was sam na sam ze spapraną robotą...

I na zakończenie piękny prezent, który wygrałam w candy u Penelopy.
Doszedł akurat na naszą roccznicę :)
Króle są PRZEPIĘKNE i cudnie wpasowały się w naszą rodzinkę :)

Doszedł akurat na naszą roccznicę :)
Króle są PRZEPIĘKNE i cudnie wpasowały się w naszą rodzinkę :)
P.S. papiery z ILSu, ćwieki od Endiego
I candy u Ani z Zielonego